Start

LOGOWANIE

Pokaż

NEWSLETTER

 

Cotygodniowa porcja informacji lotniczych

 


Użytkownik:

E-mail:

Zasady

Pogoda

Warszawa - Okęcie

Naszywki

Najlepsze strony o samolotach
Czkałow Walery PDF Drukuj Email
Ocena użytkowników: / 0
SłabyŚwietny 
poniedziałek, 08 lutego 2010 11:48

Walery Czkałow Walery Czkałow

 

Walery Czkałow - urodził się 20 stycznia 1904 r. w Rosji. W 1914 r. wstąpił jako ochotnik do Armii Czerwonej. To w jej szeregach związał się z lotnictwem. Montował samoloty w Niżnym Nowogrodzie. Ale nic chciał być ich mechanikiem. Chciał latać. W związku z tym rozpoczął naukę pilotażu. Poznawał teorię i praktykę. Gdy został przeniesiony do Moskwy pogłębiał tę służąc jako pilot myśliwski w eskadrze liniowej. Latał na granicy ryzyka. W czasie jednego z takich lotów skutecznie rozbił samolot. Było to powodem zwolnienia ze służby wojskowej.


Jako cywil podjął się pracy instruktora aeroklubu w Leningradzie. W 1930 r. znalazł zatrudnienie w Instytucie Wojskowych Sił Powietrznych. Potrzebowali w nim takiego ryzykanta. Został pilotem oblatywaczem. Na własną prośbę przeszedł do pracy w zakładach lotniczych. Wykorzystywał w niej swoje spostrzeżenia, które poczynił w czasie lotów za sterami testowanych samolotów. W zakładach lotniczych był szefem zakładowego zespołu oblatywaczy. To za jego sprawa do użycia weszły do użycia wznoszący „korkociąg” i spowolniona „beczka”.


Młode państwo radzieckie potrzebowało reklamy dla siebie. Nie może więc dziwić, że energicznie włączyło się do światowego lotniczego wyścigu. Samolot nie był za stary na eksperymentowanie z nim. Świadczyły o tym coraz to nowsze rekordy ustanawiane przez ich konstruktorów o pilotach nie wspomnę. Powodowało to, że nie brakowało chętnych do latania. Kiedy zapanowała moda lotów na dalekich trasach, Rosjanie się nie wahali. Obszar, który zajmował Związek Radziecki nadawał idealnie do bicia rekordów w lotach na dalekich dystansach. Kreml dostrzegł w tym właśnie okazję do promowania siebie w świecie.


Zespół dwóch konstruktorów Tupolewa i Suchoja przystąpił do pracy na odpowiednią maszyną. Tak powstał ANT – 25. Była to imponująca konstrukcja na tamte czasy. Masa samolotu wynosiła 4 200 kg, długość około 13 m a rozpiętość skrzydeł blisko 34 m. Zasięg sięgał 13 000 km przy prędkości przelotowej 185 km / h. Gdy w 1934 r. na terenie kraju został pobity rekord odległości w locie krajowym towarzysze z Kremla postanowili pokazać swoje dzieło światu. „Stalinskij marszrut” bo taką nazwę nosiła konstrukcja na cześć przywódcy Józefa Stalina miała polecieć znacznie dalej. Dalej to znaczy pokonać trasę Moskwa – biegun północny – Ameryka Północna w jednym skoku bez lądowań na trasie. Dowódcą załogi został wybrany sprawdzony i zaufany towarzysz Czkałow. Jako drugi pilot miał polecieć Bajdukow a nawigatorem Bieljakow. Trzej odważni wyruszyli do próbnego lotu w kierunku na wschód dnia 20 lipca 1936 r. Startowali z Moskwy początkowo na północ. Następnie z nad Morza Barentsa polecieli w kierunku Kamczatki. Aby wylądować na Morzu Ochockim, wyspa Udd. Lot nie należał do łatwych. Pogoda nie sprzyjała temu przedsięwzięciu. Nie była to wycieczka a ciężka praca na utrzymaniu się w powietrzu między ziemią a niebem. Przez blisko pięć godzin lecieli bez widoczności tego co mają pod skrzydłami. Wiatr wiał w twarz. Do tego gdy osiągnęli pułap 4000 m pojawiło się oblodzenie. Na tym nie skończyły się trudności. Rozpełzła się gęsta mgła. Wytrwali. Pokonali trasę 9374 km w czasie 56 godzin i 20 minut. Samolot został przetestowany to samo spotkało ludzi. To wczorajsze dalej miało niebawem stać się bliżej.


Start 18 czerwca 1937 r. nie był próbą. ANT – 25 obciążony paliwem startował do premierowego lotu. Pracowicie nabierał wysokości. Walery siedzący za sterem kierował go na znaną sobie i dwóm towarzyszom północną drogę. Kiedy po dwóch godzinach zjeżył mu się włos na głowie. Jeden z członków zauważył wyciek oliwa. Wszyscy trzej wiedzieli czym to grozi. Na szczęście alarm okazał się fałszywy. Olej wyciekał z nadmiernie wypełnionego zbiornika. Przewody okazały się szczelne. Nieszczęścia lubią chodzić parami. Podobnie jak w czasie próbnego lotu zjawiło się lód. Zaczął swoim pancerzem pokrywać kadłub. Rósł w grubość na skrzydłach. Czkałow wiedział co robić. Wyprowadził maszynę. Radość nie mogła trwać za długo. Chmury, które wyszły im na spotkanie z nad Morza Barentsa szykowały powtórkę z historii tej bliższej i dalszej. Walery był jednak czujny. Postanowił lecieć ponad nimi. Przebił się wyżej. Wskazówka wysokościomierza zatrzymała się na 4100 m. Niebo na tej wysokości pozostawało czyste. Nie zawiodły silniki. Nawigator mógł więc odnotować, że 19 czerwca 1937 r. minęli biegun północny. Płatowiec posłuszny woli pilota skręcił na południe. Tu znów na randkę ze śmiałą załogą przyszły chmury. Gdy w 45 godzinie lotu dostrzegli zarys lądu odetchnęli z ulgą. Porównali to co widzą z mapą i obliczeniami. Byli już nad Kanadą. Niestety znów nie było łatwo. W okolicach rzeki, którą była Mackenzie dosięgnął ich front burzowy. Aby ten wyminąć podjęli ryzyko zmiany kursu. Przelecieli nad wierzchołkami Gór Skalistych. Przed nimi rozpościerał się Pacyfik. Gdy byli nad jego wodami czekało niemiłe zaskoczenie. Odmówiła na poważnie posłuszeństwa instalacja paliwowa. Trzeba było poprawić obliczenia tak aby w miarę bezpiecznie i szybko znaleźć się nad stałym lądem. Znaleźli drogę. Lądowali w kanadyjskim Vancouver. Mieli za sobą 8532 km lotu bez lądowania. Spędzili w powietrzu 63 godziny i 17 minut.


Świat dowiedział się o radzieckich lotnikach. Moskwa odpowiednio zadbała o propagandową oprawę tego przelotu i swoich zwycięskich rodakach. Czkałow wrócił do lotnictwa wojskowego. Latał. 12 lutego 1938 r. awansował do stopnia kombriga. Tak więc otwierała się przed nim kariera w wojsku. Ale on dalej chciał testować samoloty pod względem zastosowanych w nich ulepszeń. Nie cieszył się długo z tego pierwszego stopnia na szczeblach generalskiej drabiny. 15 grudnia 1938 r. wystartował do lotu z którego nie wrócił.


Oprac. Konrad Rydołowski

 

 

 

Reklama