|
czwartek, 28 stycznia 2010 00:00 |
|
Peenemünde – jedno z wielu cichych prawie sennych niemieckich miasteczek nad brzegiem morza, położone w północno – zachodniej części wyspy Uznam. Właśnie lokalizacja sprawiła, że w czasie w II wojny światowej Niemcy przenieśli właśnie tu swój ośrodek do badań nad wunderwaffe. Mieli nadzieję, że nikt tego niezauważy...
Kto w takim miejscu może niepostrzeżenie przeniknąć do silnie strzeżonego ośrodka. Którego ochronę stanowi wojsko z siecią swoich posterunków. Jak też skuteczną zaporę stanowią warunki naturalne. Nie docenili przeciwnika. Przeciwnikiem było polskie podziemie. To jego żołnierze obserwowali od samego początku wszystko co dotyczy niemieckiej „cudownej broni”. Tej która miała przynieść chwałę i zwycięstwo III Rzeszy. Ośrodek miał dwóch gospodarzy. Jednym był Wehrmacht a drugim Luftwaffe. Część zarządzana przez lotników była wyposażona w linię kolejową i lotnisko. To właśnie w jego sąsiedztwie były testowane bezzałogowe samoloty. Znamy je z historii (V – 1 i V – 2). One miały rzucić na kolana Wielką Brytanię. Już w połowie lata 1943 r. została uruchomiona została linia montażowa tych rakietowych pocisków Polski wywiad nie próżnował. Systematycznie informował angielskiego sojusznika o tym co się dzieje w miasteczku a właściwie w jego okolicy. fot. archiwum W tym czasie lotnictwo brytyjskie nie ograniczało się tylko do nocnych bombardowań niemieckich miast. Wybierało również dla swoich działań specjalne cele. Wśród takich znalazło się Peenemünde. Nocą z 17 na 18 sierpnia 1943 r. w powietrze wzbiło się blisko 600 ciężkich samolotów bombowych. Na wyprawę zostały poderwane ciężkie Lancastery, Halifaxy i Sterlingi. Aby zwiększyć skuteczność nalotu został on przeprowadzony przy bezchmurnym niebie i przy świetle księżyca (pełnia). Miały atakować cel w trzech rzutach. Pewną nowością aby podnieść skuteczność atakowania było to, że Brytyjczycy zastosowali dowodzenie z samolotu bezpośrednio biorącego udział w wyprawie. Kiedy bomby osiągnęły cel nad Bałtykiem lżejsze bombowce odwracały uwagę niemieckich nocnych myśliwców od głównego celu wyprawy. Mosquito atakowały stolicę III Rzeszy. Niestety w pierwszej fazie atak nad Bałtykiem nie był skuteczny. Bomby chybiły. Raziły obóz pracy. Gdy tylko dostrzeżono pomyłkę dokonano poprawek. Teraz nie chybiły. W wyniku tego nalotu praca nad V – 2 została opóźniona. Dało to aliantom czas na złapanie oddechu. Jak też opracowania skutecznej obrony przed atakiem „cudownej broni”. Z wyprawy nie wróciło na swoje lotniska 40 bombowców. Większość została zestrzelona gdy Niemcy się zorientowali co jest celem aliantów. Po tym nalocie Niemcy podjęli decyzję o przeniesieniu produkcji rakiet V-2 do podziemnych tuneli. W lipcu i sierpniu 1944 r. amerykańskie lotnictwo bombowe przeprowadziło trzy naloty na Peenemünde. Z chwilą zakończenia wojny większość naukowców, która pracowała na miejscu znalazła się w USA. Natomiast w oparciu o porozumienia między aliantami sam ośrodek został zniszczony. Pozostawiono elektrownię aby w 1991 r. w jej murach otworzyć muzeum. Można w nim obejrzeć historię miasta i pamiątki z okresu funkcjonowania bazy – wyrzutni pocisków rakietowych. Funkcjonowało tu również lotnisko. Stacjonowały na nim samoloty armii NRD. Korzystali z niego Rosjanie do chwili zjednoczenia (zburzenia muru w Berlinie) Niemiec. Konrad RYDOŁOWSKI
|